Site menu:

Zapraszam do obszaru liryki, pewnej baśnioprzestrzeni mojej Ziemi Augustowskiej.
Rozpędzony, często brutalny świat nie ukołysze nas w rytmie szumu drzew i zapachu łąk, wybierzmy się zatem wspólnie do krainy jezior i lasów.

Debiutowałam miniaturą liryczną "Tylko tyle" (1994) w białostockim piśmie nauczycielskim "Najprościej". Wiersze swoje publikowałam w zbiorach wydanych przez ODK "Napiszę wiersz..." (1996) i "Najprostsze słowa" (2000) . Jestem autorką felietonów i prozy publikowanej na łamach augustowskiego tygodnika "Przegląd Powiatowy". Wiersze moje ukazały się w almanachu Książnicy Podlaskiej "EPEA" (2010) Od wielu lat jestem laureatką w konkursach literackich "O Liść Dębu". W styczniu 2012 roku wydałam mój pierwszy tomik "Maluję Las", na który składa się cykl "Słowem malowane", własne ilustracje akwarelą i cykl "Z głębi" (Wydawnictwo "Mirosław Basiewicz")

Wstęp do tomiku


Tomik Maluję Las, który otrzymujecie Państwo do rąk, to pierwsze spotkanie z twórczością Barbary Gałczyńskiej. Ale nie tylko. To spotkanie z człowiekiem pełnym pasji, nienasyconym kolekcjonerem klimatów i wrażeń. Wraz z poetką odkrywamy na nowo piękno Ziemi Augustowskiej, którą przemierzamy turystycznymi szlakami. Bo i prowadzi nas wytrawny przewodnik. Wskazuje miejsca, wylicza okazy, szafując przy tym botanicznymi i zoologicznymi nazwami. Nie jest to jednak martwy podręcznik. Słuchamy gawędy, a jej rytm kołysze nas i oswaja. Stosowany przez autorkę wiersz nieregularny wzbogacony wyliczeniami spowalnia tempo, a liczne przerzutnie prowadzą czytelnika jak ścieżka wiodąca w dobrze znane miejsca. Poetka maluje słowem pory roku i pory dnia, odcienie wody, lasu, ziemi. Dopełnia perspektywę pamięcią wpisanych w pejzaż starych przydrożnych kapliczek, mówiących kamieni, chat zmęczonych czuwaniem. W wierszach p. Gałczyńskiej stają się one strażnikami kosmicznego ładu, które nadają tej przestrzeni sakralny wymiar.

Impresjonistyczna wrażliwość autorki zamienia realną przestrzeń Augustowszczyzny w zmysłowe obrazy. Jasność wypowiedzi, metaforyka zakorzeniona w otaczającej rzeczywistości, sugestywne epitety przywodzą na myśl inne dzieła p. Gałczyńskiej-malarki, barwiącej płótno szybkimi pociągnięciami pędzla. Artystka utrwala nowe doznanie, bo już cisną się kolejne wrażenia, którym trzeba nadać kształt. Zamieszczone w tomiku akwarele dopowiadają liryczną opowieść i splatają kompozycyjnie całość. Dopełnieniem zbioru jest garść liryków o charakterze osobistym. Autorka zabiera nas w podróż do krainy swojego dzieciństwa, by opowiedzieć historię najbliższych, wspomina zapamiętane miejsca, wprowadza w sferę intymnych wzruszeń i refleksji. Wtajemnicza czytelnika w subiektywne curriculum vitae rozpisane na malutkich fiszkach. Pewnie niektóre się zgubiły, gdy zawiał wiosenny wiatr od Netty. Znajdą się w następnym zbiorku... Wyruszmy zatem z autorką w jej magiczną podróż. poetyckie i malarskie wizje w harmonijną kompozycyjnie całość.


Dorota Sikora



Wybrane wiersze


Wiraże nazbyt ostre

Jesteś jak bolid
rozpędzony na oślep
z błyszczącą karoserią

masz (ś)liczną publiczność
klepią cię po plecach
wszystko możesz…

wypadasz z toru
zagubiony w drodze
iluzja sukcesu
pozostawiła gorzki smak
zakrętu życia

nigdy zresztą nie patrzyłeś
przed siebie



Po drugiej stronie tęczy

Trafiasz rewers gdy wybiera los
Lubisz ten dźwięk mamony
Uzbrojony w ciepłe bambosze
Wyrównany w szeregu

Nie słyszysz już dzwonów

Twarze z pożółkłych fotografii
Są już rozmyte obce

I tak stałeś się dezerterem
W jedynym rozdaniu kart



Kolekcjoner

Z tęsknoty wiatru
Wykrawam lustra srebrne
Rozsypane po śnieżnej dolinie
Mnożę je myślą niedościgłą
By jak w skarbcu bez dna
Pozostały już tam
Na zawsze



Unisono

Zanurzamy się bez reszty
w muzyce życia
Zapach lat niesionych na skrzydłach
wspomnień
Matowe już włosy otulają nas
ciepłym aromatem
Dotyk zmęczonych dłoni
jak muśnięcie sangwiną
na starym sztychu



Zioła

Hańczańskie łąki
odziane w kapelusz ze słomy
jak sezam wypełniony
dziewanną
w słonecznej kolebce
z kocanką
i wonnymi piołunami



Cyklameny

z oceanu turkusowego wychylają
łebki różowe ku słońcu
zielenie grają w listkach kantatę
by na kruchych łodygach
spoczął motyl
upojony kroplą rosy
a za oknem las stary tkwi
w słodkim drzemaniu



Słoneczny koncert

Przez uchylone okno domu w lesie
Wpadł rozpędzony promień złoty.
Musnął firankę, podłogę, kwiatom
Dodał barw nowych i blasku.
Siadł samotnie na klawiszach fortepianu
I grał wszystkie nutki złotej kantaty.
Nagle...dobiegło koncertowanie leśnych
Skrzypiec i złoty flet grał...
I to leśne muzykowanie rozbrzmiewało
Po lesie wesołym, kołysząc stare drzewa
Do złotego snu...
A na ścianie stary zegar grał swoim
Tykaniem w złotym świetle słońca.


Spacer nad Nettą

Przejść się bulwarem od portu, by widzieć odbite
w rzece puszyste, pochylone wierzby.
Oplatają bujnymi włosami całe nabrzeże,
przy którym ptaki znalazły swą przystań.

Patrzeć na rzekę tak, jak widzi się ją pierwszy raz.
Wnikliwie liczyć postaci kajakarzy
zmagających się z jej witalnością.
Posłuchać, jak wiatr letni kołysze szuwary.

I pójść hen, przed siebie, gdzie purpurowa
kula chowa się za lasem i bawi się
kolorami w jeziorze Necko.
Przejść bulwarami, choćby tylko po to...


Maluję las

Do lekko złamanego błękitu dodam chromu zieleni i kropelkę brązowej madery.
Utworzą daleką ścianę lasu, rozjaśnioną pojedyńczymi kreskami bieli
Wkomponowanej po to, by zaistniały smukłe brzozy.
Składam fiolety z odrobiną szarości i różu, bo wyrosną za chwilę
Kępy wrzosowisk rozjaśnionych refleksem złota.
Gdzieniegdzie dodaję alizarynowy karmin, by kontrastował z głębią wrzosu.
Wśród słonecznych żółcieni i ochry zostawiam szczyptę karmazynu.
I szybkim pociągnięciem szkicuję pierwszy plan, gdzie
Ocean różnorodnych traw faluje na lekkim wietrze.


Jezioro mojego dzieciństwa

pamięci rodziców i dziadków

Na wysokiej skarpie, nad Orzechówką
siedzieliśmy godzinami, licząc wagony pociągu
na starej petersburskiej kolei.
Biały Domek, rybakówka i pluskanie w wodzie.
Bieganie po tratwach, jak po ruchomym dywanie.
Smakowały kanapki i wonne papierówki.
Patrzyliśmy na konie i flisaków, jak zmagają się z kłodami
na piaszczystej bindudze.
Pamiętam babcię w czerni, ze srebrnymi włosami...
Stała na brzegu patrząc w dal...
To moja Zatoka Wspomnień
Wracam tam w każdej chwili wolnej.