Moja poezja wypływa z potrzeby ukazania piękna natury i głębokich doznań osobistych.
To pewna sfera sacrum, którą ujawniam czytelnikowi w opisie augustowskiej baśnioprzestrzeni.
Babie Lato
Złotą nić od krzaka piołunu
Snuje wspomnienie panna- dziewanna,
Lekko drga na wietrze nad mchem
Wtulonym między jałowce.
W słonecznej bieli skąpana
Faluje nad łąką
Z ostatnimi cykadami
Zielona Wstęga
Zielona wstęga lasu to Ostry Róg, Dąbek,
I Zatoka Wierszowiec…
A powalona sosna
Zamoczyła już swoje konary
W przezroczystym malachicie Białego.
Na wzgórzu czekają jej siostry w kolejce,
By spaść do toni, jak z wielkiego klifu.
Kulig
W krainie śnieżnej
Styczeń położył lustra białe
I w szafirową dal
Pędzą konie z zaprzęgiem.
Rozszalałe kopyta
Rozrzucają skry śnieżne,
By radosne znależć
Odbicie wśród gwiazd.
Smolne pochodnie
Jak kandelabry
Rozświetlają srebrną,
Leśną esplanadę.
Po tej stronie tęczy
Trafiasz zawsze w rewers
Gdy ślepo wybiera los,
Lubisz ten dźwięk mamony,
Uzbrojony w pancerz obojętności,
Zapatrzyłeś się w indeks notowań..
Nie słyszysz już dzwonów,
Twarze z pożółkłych fotografii
Stały się rozmyte, obce, dalekie.
I tak stałeś się Jonaszem
W jedynym rozdaniu kart.
Unisono
Zanurzamy się bez reszty w muzyce życia,
Zapach lat niesiemy na skrzydłach wspomnień-
Otulają nas ciepłym aromatem,
A dotyk zmęczonych dłoni jest jak
Muśnięcie sangwiną na starym sztychu.
Ertretat
Kawiarenki niczym pochodnie rozświetlają nocną esplanadę,
Krętymi zaułkami Ertretat gdzieś światło czmycha wieczorne.
Dzwony na wzgórzu melodyjnie lekko kołyszą, wibrują.
Tam, jak pędzlem Cesanne’a karmazyn słońca
Muska skały w zamkniętych ramionach białego klifu
Odbitego w uśpionej kobaltowo-szmaragdowej zatoce.
